Niewidoczne

Gość z Gazety Olsztyńskiej

Niewielka grupa członków naszego stowarzyszenia.                             Fot. Grzegorz Czykwin

Niewielka grupa członków naszego stowarzyszenia.

Fot. Grzegorz Czykwin

     W środę 25 lutego b/r. mieliśmy w biurze stowarzyszenia gościa z Gazety Olsztyńskiej. P. Mateusz poprosił kilka osób o możliwość przeprowadzenia wywiadu na temat choroby, która nas zrzesza w szeregach Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków. Poniżej cytuję fragment artykułu, który ukazał się w dodatku Gazety Olsztyńskiej w dniu 06 marca b/r.

Tu możesz przeczytać cały artykuł     GOOL_0306_06-07_K_A_Layout 1 (Strona 02)

    GOOL_0306_06-07_K_A_Layout 1 (Strona 03)

Krystyna Krywiczanin, matka, 74 lata. Iwona Skrodzka, córka, 53 lata. Obie chorują na cukrzycę. I obie z tej choroby sobie żartują. Bo nie ma innego wyjścia — mówią Fot. Grzegorz Czykwin

Krystyna Krywiczanin, matka, 74 lata. Iwona Skrodzka, córka, 53 lata. Obie chorują na cukrzycę. I obie z tej choroby sobie żartują. Bo nie ma innego wyjścia — mówią

Fot. Grzegorz Czykwin

… Po nitce do kłębka i cukrzyca gotowaCukrzyca to także choroba genetyczna. Są różne jej typy i różne podłoża. Wywołać ją jednak mogą także czynniki środowiskowe. Czyli krótko mówiąc: nasz styl życia.W olsztyńskim oddziale Pol­skiego Stowarzyszenia Dia­betyków im. św. Łukasza zrze­szonych jest obecnie 150 osób chorych na cukrzycę. Wśród nich małżeństwa, rodzice i ich dzieci.

Krystyna Krywiczanin, mat­ka, 74 lata. Iwona Skrodzka, córka, 53 lata. Dzisiaj obie z tej choroby sobie żartują. — Bo nie ma innego wyjścia — mówią.

U pani Krystyny cukrzycę zdiagnozowano w 1981 roku. — Jak się dowiedziałam, to się rozpłakałam. To była makab­ra. Ważyłam 53 kg, a w ciągu roku przybyło mi dodatko­wych 30 — wspomina Kry­styna Krywiczanin. — W la­tach 60. na cukrzycę choro­wała moja teściowa, poda­wałam jej insulinę w strzy­kawce, którą najpierw trzeba było wygotować.

Na cukrzycę choruje także jej dwoje z sześciorga ro­dzeństwa, diabetykiem był też jej ojciec. Ale nie wiedzia­ła, że cukrzyca może mieć ge­netyczne podłoże. — Prze­szłam już operację oczu, teraz cierpią moje nogi, ale nie mam stopy cukrzycowej. Naj­gorzej jest się skaleczyć czy uderzyć, ponieważ rana trud­no się goi. Do tego trzeba przestrzegać diety i regularnie brać insulinę — mówi pani Krystyna.

U pani Iwony cukrzycę zdiagnozowano w 1998 roku.

— Przeczuwałam, że mnie to czeka. Chociaż lekarz nie do końca wierzył w to, co mówię

— wspomina. — Jestem do­ciekliwa, zaczęłam szukać, czytać na ten temat. Miałam nadwagę, chciało mi się ciąg­le pić i szybko się męczyłam, byłam senna. Nie były do­stępne jednak glukomaty. Na początku było ciężko.

Brat Iwony Skrodzkiej nie jest cukrzykiem. Podobnie jak jej 29-letnia córka Ag­nieszka. — Waży dzisiaj 63 kg, zdrowo się odżywia razem z mężem Andrzejem. Ja z ko­lei dbałam, żeby córka od najmłodszych lat nie miała nadwagi — mówi pani Iwona.

I dodaje, że cukrzycy mają wadę: — My kochamy jeść. Ponosimy poniekąd konsek­wencję stereotypu lat 50., któ­ry mówił, że jeśli dziecko ma dołki w polikach i jest pulch­ne, to znaczy, że jest zdrowe. Do tego dochodzi siedzący tryb życia, nasilająca się nad­waga i po nitce do kłębka, roz­poczyna się cukrzyca.

Henryki Wiśniewskiej Fot. Grzegorz Czykwin

Henryki Wiśniewskiej

Fot. Grzegorz Czykwin

Praca na działce cukier stabilizuje

Trzy siostry taty Henryki Wiśniewskiej chorowały na cukrzycę. Kobieta w wieku 41 lat urodziła dziecko. — Syn był bardzo duży. W czasie ciąży miałam podwyższony cukier. Lekarz stwierdził, że w wieku 50 lat będę chora — opowiada pani Henryka. Cho­robę zdiagnozowano u niej trzy lata temu. Trzy siostry jej ojca również chorowały.

— Podczas ciąży i po uro­dzeniu nie wpadałam panikę, ale zaczęłam czytać na temat tej choroby i jak z nią walczyć. Stosowałam się do tego, cze­go się dowiedziałam — mówi pani Henryka.

Jej syn ma dzisiaj 23 lata. —

W dalszym ciągu potężny i do tego wysoki. Stosujemy wspólną dietę, ale syn nie ba­dał się na cukrzycę — mówi Wiśniewska. I dodaje: — Nie mam pretensji do genów, taka się urodziłam. Trzeba tolero­wać tę chorobę.

 

Cukrzycę u mamy pani Joanny stwierdzono po 40. roku życia. — U mnie ta choroba została stwierdzona w po¬dobnym wieku — opowiada pani Joanna. Ma 74 lata. Cho¬ruje na nią także jej młodsze rodzeństwo.
— Cukrzycę wykrył u mnie kardiolog i wtedy nie wie¬działam, że to może być ro¬dzinne. Nigdy nie miałam o to pretensji, jestem bardzo podobna do mamy — śmieje się kobieta.
Dzisiaj przyjmuje insulinę. Ma słaby wzrok, ale okularów nie nosi, bo nic to nie pomo¬że. Oprócz spotkań w olsztyń¬skim stowarzyszeniu diabe¬tyków pani Joanna jeździ w domu na stacjonarnym ro¬werze, dużo czasu spędza też na działce.
— Zimą wykonuję mniej ćwiczeń i cukier mi szaleje. Kiedy jednak coś robię na działce, to cukier mam sta¬bilny. Kocham przyrodę, bo jestem romantyczką! Być może to też genetyczne — stwierdza z uśmiechem pani Joanna.

 

— Coś w tych genach jest — mówi Helena Alberska. — Moja mama zmarła w wieku 95 lat. Miała może z pięć siwych włosów. Ja dopiero po sześćdziesiątce zaczęłam siwieć. A moja siostra ma teraz 85 lat Fot. Grzegorz Czykwin

— Coś w tych genach jest — mówi Helena Alberska. — Moja mama zmarła w wieku 95 lat. Miała może z pięć siwych włosów. Ja dopiero po sześćdziesiątce zaczęłam siwieć. A moja siostra ma teraz 85 lat

Fot. Grzegorz Czykwin

Mama miała może pięć siwych włosów
Helena Alberska z Olsztyna na cukrzycę jest chora od 10 lat. Rozmawiam z nią jednak nie o chorobie, ale o sekretach długowieczności. — Coś w tych genach jest — stwier¬dza pani Helena. — Moja mama zmarła w wieku 95 lat. Miała może z pięć siwych włosów. Ja dopiero po sześć-dziesiątce zaczęłam siwieć. Mój tata odszedł w wieku 73 lat i nie miał tylko jednego swojego zęba. Moja siostra ma teraz 85 lat.
— Niech pan zgadnie w ja¬kim ja jestem wieku? — pyta Helena Alberska.
— 67. I nie dlatego, żeby pani nie urazić — odpowia¬dam.
— Oj, chciałabym bardzo! W listopadzie skończę 80 lat. A w lipcu przeszłam lekki udar — mówi kobieta.
Sekret na długowieczność? Pani Helena odpowiada: — Pływam i zdrowo się odży¬wiam. A do tego dużo maszeruję! ….